Nowości
Co u nas słychać?
Filmy
Polecamy nową bazę filmów!
Wejście Smoka
©Łukasz Nowicki
- Co to jest?
Czuma spojrzał z namysłem na wleczone przez siebie truchło. Przybrał taki wyraz twarzy, jakby widział je po raz pierwszy w życiu.
- To jest smok - odparł.
- Zwłoki smoka?
- Tak. Tak mi się wydaje, w rzeczy samej.
Strażnik spojrzał podejrzliwie. Przeszukał pamięć pod kątem należności za wjazd do miasta i nakładania odpowiednich ceł. Słońce, kompletnie nie zwracając uwagi na to, co się pod nim dzieje, chyliło się ku zachodowi.
- Trzy grosze.
Czuma wyraźnie się zgarbił. Nie miał nawet trzech denarów, a co tu mówić o groszach. Zawsze jednak warto się targować.
- Dlaczego?
- Smocza skóra. Cło za wniesienie jednej smoczej skóry wynosi cztery grosze. Obniżyłem stawkę o dwadzieścia pięć procent, ponieważ skóra jest niewyprawiona.
- Rozumiem. A czy można jeszcze coś obniżyć?
- Oczywiście. - Strażnik wyraźnie marnował się na swoim stanowisku. - Żywy smok nie podlega opodatkowaniu.
- Dlaczego?
- Smoka nie tak łatwo zabić. Będziesz musiał iść do rzeźnika. Skórę też niełatwo zdjąć, przeprać, wyprawić. To wszystko kosztuje. Resumując, zostawisz w mieście jakieś pięć groszy. Za samą skórę. Więc to nam się opłaca.
- Nam...
- Naszemu panu, albowiem dba on o nasze dobre samopoczucie i możliwość zarobkowania.
Czumie wydawało się, że proponowanie łapówki tak wykształconemu strażnikowi nie ma najmniejszego sensu. Propozycja zostałaby zapewne przyjęta z należytym oburzeniem, które – daj Boże – ograniczyłoby się do słów. W dodatku pewnie zaproponowałby zbyt mało. Wobec tych faktów nawet to, że nie miał pieniędzy na łapówkę, traciło na znaczeniu.
- A więc jest to żywy smok, z którym to chciałbym przekroczyć bramę waszego uroczego miasta.
- Smok jest martwy. Wlokłeś go tu na sznurku. Sam widziałem.
- Jest po prostu leniwy.
Czuma przyciągnął do siebie smoka i zaaplikował mu kopniaka. Zwierzę mlasnęło przez sen i przewróciło się na drugą stronę.
- Widzisz.
- Wyjątkowy egzemplarz w takim razie - orzekł strażnik. - Cło za zwierzęta wyjątkowe lub też co najmniej dziwne wynosi groszy dziesięć, gdyż możesz zarobić na ich pokazywaniu gawiedzi.
- A przez to ogołocę wasz wspaniały lud i cudownego włodarza miasta z groszy, a może i talarów, o dukatach wręcz nie wspominając.
- Sam bym tego lepiej nie ujął.
- A czy przepisy przypadkiem nie enumerują zwierząt wyjątkowych lub też co najmniej dziwnych?
- Oczywiście. Są to...
Strażnik urwał, widząc, że się ewidentnie wkopał. Ale honor studenta wieczorowego Akademii Umiejętności Zbytecznych do czegoś zobowiązywał.
- Tak więc, jak już nadmieniłem, choć tego nie pamiętam, są to: szczupak ludojad, papuga na wrotkach, paw wotywny, zwany wampem nie wiadomo dlaczego, kukułki smakowe i im podobne.
Strażnik lekko się uśmiechnął. Znalazł rozwiązanie.
- Nie widzę tu jakoś leniwego smoka abnegata - zauważył Czuma.
- Tak jest, nie jest wymieniany. Ale przepisy wyraźnie stwierdzają, że opłacie podlegają również „im podobne”.
Czuma głęboko się zamyślił, analizując jeszcze raz podaną przez strażnika listę.
- Ale żadne z tych zwierząt nie jest podobne. Do mojego smoka w każdym razie.
- I tu się mylisz, przyjacielu. Szczupak ludojad, jak sama nazwa wskazuje, pochodzi od szapów. Te z kolei powstają z odpadów jedwabiu naturalnego, a jedwab naturalny jest pożywieniem smoków.
- Ale nie abnegatów leniwych.
- Owszem, ale abnegat leniwy jest ludojadem, podobnie jak ów szczupak.
- Wyłącznie tytularnie. Jest zbyt leniwy na...
- Szczupak również. Może nie tyle jest leniwy, co ma za małą paszczę. Widzisz, ile mamy zbieżności? A to dopiero pierwszy punkt.
- Papuga na wrotkach...
- Leniwemu też przydałyby się wrotki. I na pewno zrobiłby z nich użytek.
- Paw wotywny?
- Skrzydła. No i oczywiście złota łuska.
- Kukułka smakowa? - Czuma nie miał zamiaru łatwo się poddać.
- Wyjątek potwierdzający regułę.
Czuma spuścił głowę. Czuł się przegrany na całej linii. Westchnął rozdzierająco, po czym ruszył w drogę powrotną. Nie uszedł jednak trzech kroków, gdy ktoś złapał go za ramię.
- Co tam?
- Nie poddawaj się! - Czuma ze zdziwieniem spojrzał na radosną twarz strażnika. - Przecież prowadziliśmy piękną potyczkę prawno-społeczno-słowną! Rzadko kto ma na to czas i ochotę.
- Tak, ja mam i czas, i ochotę. Ale nie mam pieniędzy na cło.
- Nic nie szkodzi.
Czuma nadstawił uszu, a i smok jakby się ożywił, co objawiło się ziewnięciem.
- Powinieneś udać się z wiadomym ci smokiem do weterynarza. Jeśli stwierdzi, że rozbieżności są większe niż te, o których ci mówiłem, wystawi ci zaświadczenie. Wtedy wpuszczę cię bez opłaty celnej.
Huśtawka nastrojów Czumy przewyższyła wszystkie zebrane w Euro Disneylandzie.
- Ale ja nie mam czym zapłacić weterynarzowi.
- A to nic nie szkodzi. Widzisz, studiuję wieczorowo między innymi weterynarię. W okresie praktyki zobowiązany jestem udzielać porad za darmo. A zaświadczenia można wystawiać już po zaliczeniu pierwszego roku. Tak jest prościej i wygodniej. No i można się przygotować do zawodu.
Strażnik obszedł smoka dookoła. Podniósł mu po kolei przednie, a potem tylne łapy. Po chwili wyjął zza kolczugi notatnik i zaczął coś skrobać.
- O, widzisz - wymruczał. - Smok ma wbity kolec w jedną z poduszek na łapach. To mu, praktycznie rzecz biorąc, uniemożliwia jazdę na wrotkach. A tu jest stosowne zaświadczenie.
Czuma z narastającym wzruszeniem przyjął kartkę z elegancką pieczęcią i wprost przeciwnym charakterem pisma.
Strażnik położył teraz smoka na plecach i zaczął go z zapałem udeptywać. Po kilkudziesięciu sekundach obrócił zwierzę z powrotem na brzuch i pociągnął za ogon. Smok zwymiotował łagodnie, nie przerywając sobie snu. Strażnik pogrzebał w wymiocinach półautomatyczną halabardą.
- O, proszę - mruknął, wyjmując z leżącego paskudztwa jakąś kość. - Możliwe, że ludzka.
Po chwili wręczał Czumie drugą kartkę.
- Tu masz zaświadczenie, że smok jest ludojadem nie tylko tytularnym.
- Co do pawia...
- Obdzieranie z łuski i amputacja skrzydeł nie są konieczne, choć dla większego efektu zazwyczaj wskazane. Ale zadowolisz się tym: zaświadczeniem, że łuska jest nieco przechodzona, a skrzydła niezdatne do lotu z powodu... bo ja wiem... obciążeń psychicznych.
Strażnik popatrzył z uśmiechem na Czumę i kiwnął zachęcająco ręką. Czuma pociągnął smoka do przodu.
- Chwileczkę. Co to jest?
Czuma spojrzał z namysłem na wleczone przez siebie truchło. Przybrał taki wyraz twarzy, jakby widział je po raz pierwszy w życiu. Z tym że teraz było to w jakimś stopniu uzasadnione. Słońce nadal niczym się nie przejmowało.
- To jest smok - odparł.
- Zwłoki smoka?
- Nie, skądże. To smok żywy, zupełnie zwyczajny, abnegat leniwy.
- Taki zwyczajny to on nie jest.
- Tu mam zaświadczenie, że nie jest podobny do szczupaka ludojada.
- Tak, bardzo dobrze...
- Tutaj, że nie ma nic wspólnego z papugą na wrotkach, a tutaj, że paw wotywny nie jest nawet jego dalekim krewnym.
- Wszystko się zgadza - odparł rozradowany strażnik. - Nie należy się więc cło za zwierzęta wyjątkowe lub też co najmniej dziwne.
- Dziękuję!
- Nie ma za co. Dosłownie.
Rysy strażnika stwardniały. Wyprostował się i położył znaczącym ruchem rękę na szybkostrzelnym mieczu. Półautomatyczna halabarda aż drgnęła w uchwycie z niecierpliwości.
- Z zaświadczenia wynika, że ten smok to ludożerca! A z takim do miasta nie wejdziesz, oj nie! Naszemu panu, który dba o nasze dobre samopoczucie i możliwość zarobkowania, to by się bardzo nie spodobało. Nawet jeśli zarobiliby na tym przedsiębiorcy pogrzebowi.
- Ale... On przecież nie jest ludojadem.
- A to? - Strażnik zamachał Czumie zaświadczeniem. - Wyraźnie jest napisane: „w treści żołądka wykryto kość, możliwe, że ludzką”.
- Możliwe to jeszcze nie znaczy, że pewne.
- Tak. Ale to musiałby zbadać anatomopatolog.
- Który za darmo tego nie zrobi.
- Dlaczegóż by nie? Nadmieniłem już chyba, że studiuję wieczorowo?
- Weterynarię.
- Jedno drugiemu nie przeszkadza. Staram się poszerzać swoje horyzonty, sposób myślenia, logikę, otwartość na świat. Studiując na wielu kierunkach, dywersyfikuję przyszłe dochody, ot co.
- No tak, dobrze, ale jeśli dostanę zaświadczenie, że nie jest to kość ludzka, to co wtedy z poprzednim? Że może ludzka? - Czuma popisał się taką bystrością umysłu, że – aby zwolnić – podrapał się po czole.
- Ależ nic takiego. Machina, którą tu skromnie reprezentuję, bada wpływające zaświadczenia szeregowo, a nie równolegle. W standardzie USB powiedziałbym. To dla uproszczenia procedur, żeby szanowni petenci nie czuli się manipulowani czy wręcz dręczeni. Każdy kolejny problem można usunąć stosownym papierkiem z jeszcze bardziej stosowną pieczęcią. I wystarczy się tego trzymać.
Po chwili Czuma trzymał w ręku kolejne zaświadczenie. Kawałek szkieletu okazał się kością niezgody pomiędzy pewnym psem a kogutem. Smok zapewne był arbitrem w ich sporze. Jak łatwo się domyślić po udku, pies wygrał. Strażnik obejrzał uważnie zaświadczenie.
- Dobrze, kolor pieczęci się zgadza.
Czuma pokiwał mądrze głową, symulując pełne zrozumienie dla abstrakcyjnej z jego punktu widzenia uwagi.
- A więc nie jest to ludożerca. Doskonale, doskonale.
- To my...
- Nie, nie, nie ma tak dobrze.
- To znaczy?
- Zwierzę, ponieważ jest żywe, należy zarejestrować. Nie może tak być, że po naszym pięknym mieście chodzą niezewidencjonowane osobniki. Staramy się liczyć nawet karaluchy, choć to bardzo uciążliwa praca.
- Bo są małe?
- Bo ich nie ma.
Spojrzeli na siebie z pełnym zrozumieniem. Obaj mieli zbolałe miny.
- A gdzie mogę zarejestrować swojego smoka i ile to kosztuje? - zapytał Czuma nieco już zrezygnowany.
- Och, u pierwszego lepszego oficjalnego liczykrupy miasta.
- Niech zgadnę, czyli na przykład u ciebie.
- Tak jest!
- A kosztuje to...?
- Całkowicie gratis. Kiedyś przyjęło się pobierać pewną opłatę, ale nie zawsze było z kogo ją ściągać, więc rodziło to problemy proceduralne. Teraz za opłatą rejestruje się jedynie zwierzęta hodowlane jadalne, zwierzęta wyjątkowe lub też co najmniej dziwne...
- Do których ten smok nie należy.
- Tak jest, jak to wyraźnie wynika z przedstawionych przez ciebie zaświadczeń. Rejestracja jest darmowa.
Czuma odetchnął z ulgą.
- To ja bardzo proszę o zarejestrowanie.
- Oczywiście, nasz klient, nasz pan. Masz jego kartę zdrowia?
- Proszę bardzo.
Strażnik obrócił smoka na plecy. Porównał numer rejestracyjny znajdujący się na jednej łusce z kartą zdrowia. Sprawdził przebieg ze stanem zużycia poduszek na łapach. Obejrzał zęby. Zajrzał w źrenice.
- Hm... - mruknął.
- Coś nie tak? - zaniepokoił się Czuma.
- Obawiam się... Że ten smok nie żyje.
- Jak to nie żyje? - krzyknął Czuma. - Oczywiście, że żyje!
W niejednokrotnie wypróbowany sposób kopnął smoka. Nic. Klasnął swoją dłonią i smoczym uchem. Nadal nic. Ciągał za ogon z identycznym rezultatem. Smok, najwyraźniej w świecie, nic sobie nie robiąc z procedur, po prostu raczył zdechnąć.
- Trzy grosze. Wiesz, za niewyprawioną skórę.
Czuma wyraźnie się zgarbił. Tym razem jednak nie z żalu, a z wściekłości. Sięgnął za pas i wyrwał sporych rozmiarów siekierę.
- Pozwolenia na broń rejestruje się... - rozpoczął strażnik, ale zaraz urwał. Nie jest łatwo kontynuować z rozpołowioną głową.
Smok, podobnie jak strażnik, pozostawił po sobie zwłoki. Czuma - niewyraźne ślady. A słońce chyba miało już dosyć tego widowiska. W każdym razie zaszło.
' . . '