Kiedy nawet zegar wstał i zapłakał nad jej losem, pochyliły się drzewa i szeptały słowa pocieszenia, dopiero wtedy ją zobaczyłem. Widziałem ją wcześniej, och, wiele razy nigdy nie była warta spojrzenia zawsze wesoła i uśmiechnięta nigdy nie dała po sobie poznać. Kotwica duszy wciągała ją w otchłań prośby mijanych po drodze ludzi kamienie gniotły ją coraz bardziej, płuca i serce się buntowały. I nagle jaka stała się ważna! I nagle patrzcie, drzewa zadrżały! Więc co się stało, pytam drażliwie Nic mój kochany, właśnie odeszłam...