Poddać się chcę, wtulić w milczenie poduszki Zapłakać aż tak, by skończyły się łzy Odejść gdzieś tam, gdzie wszystkie smutki Znikną, przeminą. A wtedy my
Jak gdyby nic, nic sie nie stało Spotkamy się, choćby przypadkiem Do końca życia będzie nam mało Ale to tylko sen, ukradkiem
się wkradł, złapał mą głowę, niestety to tylko ciemności ułuda Bo ranek znowu podstawi nogę Przede mną droga, bardzo trudna
Wspomnienia dręczą, muzyka płynie Wszędzie aluzje, słów i gestów Jak wulkan, miłość nie ostygnie Mimo, że staje co raz do testów
Wszystkie je zdam, tylko sie boje Zeby na koncu serce nie peklo Bo chociaz ciagle, bedzie Twoje To nikt juz po nie nie siegnie reka